Lakithra, Kefalonia – zepsuliśmy sobie wakacje?

  • lakithra, kefalonia
  • lakithra's dogs
  • argostoli, grecja
  • lakithra
  • drzewo cytrusowe, lakithra

No właśnie, czy ktokolwiek z Was wyjechał kiedyś na wakacje, a na miejscu po prostu nic nie szło tak, jak powinno? My to przeszliśmy, właśnie na Kefalonii.  Zatrzymaliśmy się w miejscowości Lakithra. Wyjazdy za granice, do mało rozwiniętego miejsca – pod względem turystycznym – poza sezonem mają swoje minusy. Na przykład to, że transport nie jest tak dobrze zorganizowany lub to, że w okolicy nie ma zbyt wielu atrakcji. Rodowici mieszkańcy niekoniecznie umieją porozumieć się po angielsku. Restauracje mogą być pozamykane, a większość sklepów czynne tylko w godzinach szczytu. Wszystko to wiąże się z tym, że dojazdy do różnych miejsc mogą być niemożliwe, bardzo drogie lub mega czasochłonne. Co jak zapewne się domyślacie sprowadza Nas do rezygnacji z wielu planów. Jednak to tylko od Was zależy jak do tego podejdziecie. My nie byliśmy przygotowani na to, co Nas czekało na miejscu.

Po co w ogóle robić jakikolwiek research?

Na tą chwilę niewiele znajdziesz w internecie na temat Kefalonii, transportu na niej, promów, wycieczek fakultatywnych lub chociażby zwykłych atrakcji cieszących oko. Spotkałam się jedynie z informacją, że Kefalonia nie jest rozwiniętą pod względem turystycznym wyspą. No cóż, to cudownie, bo chcieliśmy odpocząć od miasta i ludzi. Na miejscu jednak okazało się, że mało rozwinięta, to znaczy pustkowie, cisza, kury, wieś, żadnej żywej duszy. Organizowałam te wakacje na własną rękę, chciałam znaleźć coś taniego, ładnego. Na aplikacji booking.com znalazłam dobrze oceniony apartament. Po przeszukaniu lokalizacji, restauracji, bufetów itp., spokojnie zabookowałam to miejsce. Wiedząc, że spokojnie będziemy mogli stamtąd przemieszczać się autobusem, który zatrzymuje się pięć minut drogi od Naszej lokalizacji. No właśnie. W momencie, kiedy szukałam informacji o wyspie, ludzie opisywali ją w szczycie sezonu, a my byliśmy tam na początku maja. Nie jeździło nic.

Byliśmy zdani na własne nogi lub okropnie drogie taksówki.

Restauracje i sklepy były otwierane późno, nie były wypełnione pełnym asortymentem. Często bywało tak, że czekaliśmy pod sklepem na właściciela, który wiedział, że nie musi się spieszyć. Bo przecież kto miałby do niego o tej porze przyjść, skoro jego klienci to tylko miejscowi, którzy doskonale zdają sobie sprawę, o której sklep faktycznie będzie otwarty? Dlatego jadąc do Grecji poza sezonem – przyszykujcie się na to, że niekoniecznie zastaniecie tam pełnię życia i tonę turystów. Mimo tego, nie uważam, żeby był to wielki minus. Spowalnia to rozkład dnia, jednak o to właśnie chodzi na wakacjach, żeby się nie spieszyć. Nie psuć sobie humoru, żeby zrozumieć inną kulturę i się dostosować :)

Miejscowość, w której się zatrzymaliśmy nazywa się Lakithra i śmiało mogę ją polecić, dla ludzi, którzy uwielbiają ciche, urocze i swojskie klimaty.

W Lakithra, mieszkaliśmy w apartamencie, z którego widok rozpościerał się na morze. Obok Nas mieszkali miejscowi, którzy hodowali kury, niedaleko również pasły się owce. Jeśli chcecie odpocząć od zgiełku i codziennego pośpiechu, budzić się razem z piejącymi kogutami, to serdecznie polecam to miasteczko. W Lakithra nie znajduje się wiele restauracji, z tego co pamiętam, była tam jedna pizzeria i restauracja z kuchnią grecką – którą BARDZO polecam (Grill House Restaurant ΤΟ ΨΗΣΤΗΡΙ).

Jedzenie było przepyszne, obsługa miła, ceny niskie, posiłki obfite.

Niedaleko znajdował się także mini market i oczywiście cukiernia. Nie obyło się również bez masy kotów i pięknych widoków.
Zwiedzaliśmy Kefalonię przeważnie na pieszo, ponieważ finansowo nie było Nas stać na nic innego. Okazało się to strzałem w dziesiątkę. Chociaż muszę przyznać, że bywało to nieco męczące, ALE przyjemnie męczące. W ten sposób znaleźliśmy przypadkiem piękną plażę, uroczy port, a nawet załapaliśmy się na podwózkę i grilla od Greków.

Czy Grecy są pomocni?

Greków poznaliśmy na porcie, na którym miał zacumować prom, którym mieliśmy przepłynąć na jednodniową wycieczkę na Zakhyntos (a to dlaczego mieliśmy a nie popłynęliśmy… tutaj:). Byli to rybacy, którzy spędzili długie godziny w morzu, by złowić ryby na obiad. Grecja nie należy do bogatych krajów, jak wszystkim wiadomo, kilka lat temu dopadł ich kryzys. Rybacy w aucie byli bardzo ciekawi sytuacji w Anglii, pytali nas o Brexit, a sami narzekali na politykę swojego Państwa. Kiedy dojechaliśmy na miejsce okazało się, że nasi nowi znajomi mają mały sklepik osiedlowy, a także zapraszają nas na grilla. Kiedy chcielśmy kupić napoje i przekąski nie chcieli wziąć od nas pieniędzy. Na grilla nie zostaliśmy, ze względu na to, że uznaliśmy, że nie będziemy się narzucać, tymbardziej, że nie mamy jak im się odwdzięczyć. Podziękowaliśmy za pomoc i pożegnaliśmy się.

Grecy są bardzo pomocni i mili, zawsze starają się wyciągnąć Cię z opresji.

Mimo, że nie zarabiają dużo pieniędzy i żyją w biedzie. Muszą wypłynąć w morze w środku nocy, by własnymi rękoma zdobyć obiad. Pierwszą rzeczą po wysiadce z kutra rybackiego, było podzielenie się łowem z kotem, który czekał na nich w miejscu, w którym zawsze cumują. Następnie bez grymasów na twarzy, tylko z wielkim uśmiechem, łamanym angielskim starali się Nam pomóc, jak tylko mogli.

Czy ostatecznie byliśmy zadowoleni z Naszej wyprawy?

Jasne, że tak! Do tej pory każdą z nieprzyjemnych sytuacji wspominamy z uśmiechem na ustach. Uczymy się na własnych błędach. Jedyne co Nas smuci to to, że nie udało Nam się zobaczyć wszystkiego, co sobie zaplanowaliśmy. Na szczęście przed Nami jeszcze wiele lat, może więc uda Nam się pojechać jeszcze raz na kolejne wakacje na Kefalonii ;)