fbpx

Płynęliśmy na Zante, wylądowaliśmy na Poros – jak?!

Jak dostać się z Kefalonii na Zakynthos?

W momencie, gdy zorientowaliśmy się, że tak naprawdę poza sezonem transport praktycznie nie działa. My nie mamy prawa jazdy i nigdzie wokół nie znajduje się żadna wypożyczalnia rowerów czy chociażby hulajnogi… zdecydowaliśmy, że dojdziemy pieszo do portu i udamy się na Zakynthos. Zakynthos jest miejscem, które również od zawsze chciałam zobaczyć. Kiedy pokazałam Piotrkowi zdjęcia z plaży wraku, to stwierdziliśmy jednogłośnie, że warto.

Wyszukiwarka google poinstruowała Nas, że prom odpływa z portu, oddalonego od Nas godzinę drogi. Prom odpływa stamtąd na Zakhyntos kilka razy dziennie. Byłam niezwykle podekscytowana, że mimo, że wyjazd nie zapowiadał się ekscytująco, to zobaczę słynną plażę z wrakiem. Dotarliśmy na port o doskonałym czasie, ale po promie nie było ani śladu. Wtedy właśnie zacumowali rybacy, o których pisałam w poprzednim poście (tutaj:) i poinformowali Nas, że promy dzisiaj nie pływają, że jest strajk i nie wiadomo, do kiedy potrwa. No dobrze! W końcu jesteśmy w Grecji moi drodzy. Nie ma się co dziwić, że coś nie działa, nie pływa, nie jeździ, bo jest strajk. Zdecydowaliśmy się udać na Zakynthos kolejnego dnia, z innego portu i wydać pieniądzę na taksówkę. Wstaliśmy o 4 rano, taksówka już na Nas czekała. Udaliśmy się nią do miasta o nazwie Argostoli. Stamtąd miał wyjechać autokar, który jedzie w kierunku Poros, skąd miał odpłynąć nasz prom na Zante, z przesiadką na wyspie Kyllini.

poros
Wschód słońca na promie – jeszcze nie wiemy, co Nam dzień przyniesie 😉
Najpierw do Poros!

Podróż do Poros zajęła trochę czasu, po drodze również mieliśmy przystanki, na odbieranie reszty pasażerów. Widoki jednak wynagrodziły czas spędzony w autokarze. Będąc w Grecji należy się spodziewać, że tamtejsi ludzie są przyzwyczajeni do jazdy po urwiskach i stromych, krętych drogach. Dla Nas może wydawać się przerażającym doświadczeniem. Jednak my lubimy troszkę adrenaliny, więc jazda mało skrętnym autokarem po górzystych drogach była dla nas ciekawym przeżyciem. Niejednokrotnie widoki rozpościerały się na miasteczka usytuowane między górami, z widokiem na morze. Budowane na skarpach domy, przepiękne widoki. W takich momentach chcę się zatrzymywać i być wdzięczna za to, że mogę coś takiego oglądać na własne oczy.

zakhyntos
Zatoczka na Poros, Kefalonia
Grecka życzliwość czy polska niezdarność?

Dojechaliśmy do portu. Bilety kupione. Prom gotowy do wypłynięcia. Wsiadamy. Płyniemy. Dopływamy na Kyllini. Udajemy się do budki po bilet. Okazuje się, że budki są dwie, w dwóch kolorach. Podeszliśmy do pierwszej lepszej, nie zważając na to, że nie różni ich tylko kolor, lecz także nazwa przewoźnika. Zapytaliśmy sprzedawcę o bilety na Zakhyntos. On grzecznie Nas poinformował, że prom odpływa za kilka godzin, a ostatni powrotny z Zante odpływa za 6 godzin. Wychodziło na to, że na Zante mogliśmy spędzić godzinę, dodatkowo w porcie, bo w godzinę to plaży z wrakiem nie zobaczymy.
Coś było nie tak, bo przecież google mówił inaczej, no, ale sprzedawca biletów powiedział, że innego wyjścia nie ma, że inaczej się nie da i, że to jedyne możliwe połączenie. Załamaliśmy się. Wylądowaliśmy na Kyllini bez sensu. Brak zasięgu w telefonach, brak innych możliwości, ludzie, których pytaliśmy o pomoc nie mówili po angielsku. Wyspa wydawała się jeszcze bardziej opustoszała niż Kefalonia.

Byliśmy już zmęczeni, ekscytacja spadła do poziomu 0.

Nie obyło się bez kłótni. Słońce dawało się we znaki. Kupiliśmy więc bilet powrotny na Kefalonię i po kilku godzinach spędzonych na porcie na Kyllini, płynęliśmy już promem z powrotem do Poros. Ale nie ma tego złego! Z promu, tuż przy porcie zauważyłam coś w rodzaju pomostu, wykutego w skale, na początku myślałam, że to niemożliwe, żeby w takim miejscu znalazła się restauracja, na pewno nie na Kefalonii, gdzie turystyka nie jest jeszcze mocno rozwinięta, a jednak! Udaliśmy się tam, zdecydowanie jest to moja ulubiona, jak do tej pory. Wykuta w skale, z drewnianym podestem, na kształt pomostu, tuż przy morzu, z widokiem na cumujące promy, port i klify. Było miło spędzić tam chwile i się zrelaksować, zaraz po takim zawodzie.

poros
Najpiękniejsza restauracja w skale!
poros
Mój Piotr – tutaj już szczęśliwy, ale gdybyście widzieli go wcześniej… ajć.
poros
Zwiedzanie Poros

Po jakimś czasie przeszliśmy się w głąb miasta, by nie stracić całego dnia na płakaniu nad rozlanym mlekiem. Doszliśmy na betonową skocznie. Byliśmy tam sami, jednak w sezonie musi się tam roić od ludzi szukających wrażeń. Skocznia była wysoka, więc mieliśmy stamtąd widok na spory kawał wybrzeża. Stamtąd też zauważyliśmy plażę, na która się wybraliśmy. Gdybyśmy mieli więcej czasu, to zwiedzilibyśmy więcej, jednak słońce zniżało się ku zachodowi. Plaża była czysta, pusta, żwirowa, a za nią było otwarte kilka restauracji i sklepy z pamiątkami. Zostało nam jeszcze trochę czasu do autobusu, więc poszliśmy usiąść do jednej z restauracji.

poros
To z tej restauracji przyuważyliśmy promy odpływające na Zante!
To i polska niezdarność i grecka życzliwość.

Siedząc sobie, popijając zimne napoje oglądaliśmy cumujące promy. Zaciekawiło nas, że cumowały dość często, a jednak nadal nie było żadnego połączenia na Zakynthos. Postanowiłam sprawdzić, dokąd płyną. Wpisując nazwy w internet, dowiedziałam się, że jeden z najczęściej wypływających promów kieruje się na Zante. Jak to możliwe? Uprzejmy sprzedawca biletów na prom informował nas jedynie o promach firmy, w której on pracował. Mimo naszych pytań o inne możliwości, powiedział, że nie jest w stanie nam pomóc, a to jedyne połączenia na Zakhyntos, jakie są. Okazało się jednak, że różnokolorowe budki miały oznaczać różne firmy, a nie zdobienia budynku. Jednak ani ja ani Piotrek nie wpadliśmy na to, że można by było zapytać Pana obok, ponieważ wcześniej sprzedawca jasno i klarownie dał nam do zrozumenia, że innego sposobu na dostanie się na wyspę nie ma, co było dla Nas jednoznacznie zrozumiałe, że druga budka na nic się Nam nie zda.

Czy było warto nie dopłynąć na Zakhyntos?

Ostatecznie zwiedziliśmy Poros, spędziliśmy miłe chwile w uroczej restauracji. Nauczyliśmy się, by pytać więcej i wszędzie. Jesteśmy jednak oboje zdania, że to co nas spotkało miało tak wyglądać i są to takie mini lekcje, które pokazują Nam jak postępować następnym razem lub po prostu, by cieszyć się chwilą mimo wszystko i wyciągać z tego, co się ma jak najwięcej. Ten dzień wspominamy z wielkim uśmiechem na ustach, ponieważ mimo zdenerwowania, zdołowania i wyszarganych nerwów ostatecznie zobaczyliśmy inne piękne miejsca, warte obejrzenia. Mamy piękne zdjęcia i cudowne wspomnienia, a na Zakhyntos jeszcze kiedyś się wybierzemy i kto wie? Może znów, mimo wielkiej zrazy do promów odwiedzimy Kefalonię, udając się na nią właśnie promem 😉

vacaymode

Welcome, in my Profile!