fbpx

Historia Casa Caballo, Teneryfa

Historia o starcu, zamieszkującym Casa Caballo, na Teneryfie

Kiedy będziesz przejeżdżać drogą pomiędzy Playa de la Tejita a El Medano, to po boku zobaczysz małą stadninę konną Casa Caballo. Jako nastolatka jeździłam sporo konno. Było to moje ulubione hobby, radziłam sobie całkiem nieźle. Jednak z pewnych względów musiałam z tego zrezygnować. Odkąd przestałam zawsze mówię sobie, że kiedyś do tego wrócę. Chociażbym miała robić to raz w miesiącu, to się tego podejmę. Jednak od tamtej pory nic się nie zmieniło. Sentyment jednak nadal jest, a gdy widzę stadninę, to zazwyczaj do niej wstąpię, by nacieszyć oczy tymi pięknymi stworzeniami i znów poczuć trochę tej magii wspomnień. Piotrek zawsze namawia mnie na skorzystanie z okazji, jednak akurat wtedy nie mieliśmy na to czasu, musieliśmy wracać do apartamentu, po walizki i jechać na lotnisko.

casa caballo, playa de la tejita, tenerife

Na stadninie nikogo nie było.

Dopiero po dłuższej chwili podjechał samochód z dwoma mężczyznami. Piotrek zaczął z jednym z nich rozmawiać. To od niego dowiedział się, że właścicielem tego wszystkiego jest ten starszy Pan, który zniknął gdzieś za stajnią i jego mamy o wszystko pytać, a sam zajął się rozładowywaniem siana. Ten starszy Pan, jak się okazało, żyje na tej stadninie. Na początku trochę się zdziwiłam, bo przecież czemu mieszka w stajni? Starszy człowiek sam, bez rodziny, na pustkowiu? Piotrek zniknął razem z nim, kiedy ja robiłam zdjęcia okolicy.

swing, casa caballo, tenerife

Zrezygnowana usiadłam na huśtawcę i czekałam.

Po dłuższej chwili zobaczyłam Piotrka, który macha do mnie przywołująco ręką. Myślałam, że jest już sam, że znów znalazł coś ciekawego i będziemy teraz błądzić po pustkowiu. Jednak on stał na drodze. Drodze prowadzącej do małych baraków, zbudowanych ręcznie. Kilka kroków dalej stał starszy mężczyzna. Z Piotrkiem rozmawiał po Hiszpańsku, jednak ze mną starał się po angielsku i niemiecku. Nie mówił biegle, mówił łamanym językiem i plątał się w tym co mówi, ale strasznie chciał powiedzieć Nam, jaka jest jego historia. Pozwolił mi zrobić kilka zdjęć, jednak nie chciałam robić ich dużo, ponieważ warunki, w jakich żył nie należą do najlepszych.

casa caballo

Okazuje się, że właściciel Casa Caballo ma dzieci.

Jego córka odwiedza go raz na jakiś czas. Mężczyzna żyje i utrzymuje się dzięki stajni. Nie ma domu, żyje w barakach, które zbudował sam, ponieważ nie cieszyło go życie w domu, jego praca. Powiedział Nam również, że jego córka nakręciła o nim film i można znaleźć go na vimeo. Jednak po wpisaniu frazy Casa Caballo i wielu innych, nie udało mi się nic znaleźć. Dodał, że władze zezwalają na życie w takich warunkach, że nie mają nic przeciwko budowaniu tego rodzaju baraków ani tego nie podatkują. Jest to dość ciekawe, jednak nie wgłębiałam się w ten temat bardziej.

Sama stajnia wygląda bardzo swojsko, jest skromna. Jednak jeśli jesteście na Teneryfie i lubicie jazdę konną, to zajrzyjcie do tego miłego Pana. Z cenami na pewno będzie można się targować, sam mężczyzna chce po prostu zarobić parę groszy. Może i Wam uda się zobaczyć jego dom, może Wy dowiecie się więcej. Nie wiem jednak na jakiej zasadzie to wszystko wygląda. Czy na stajni jest jakiś nauczyciel, który pomaga Wam podczas jazdy, lub prowadzi Was jadąc w teren. Ciężko jest znaleźć jakiekolwiek informacje na temat tego miejsca, ale to właśnie jest w takich miejscach najlepsze.

caballo, tenerife

Starszy człowiek pozostawiony na pastwę losu, samotny, żyjący w barakach.

Niektórych takie historie smucą. Jednak ten człowiek nie był nieszczęśliwy. Cały czas się uśmiechał i nie krył w ogóle faktu, w jakich warunkach żył. Żyje beztrosko, nie martwiąc się o jutro, bo będzie co będzie. Do takich kroków trzeba wielkiej odwagi. Czasami zastanawiam się nad tym, czemu ludzie uszcześliwiają się ubraniami, markowymi butami, torebkami za kilka tysięcy. Po co Nam te wszystkie dodatki? Odkąd wyjechałam do Anglii i żyje bez rodziny, to odnalazłam szczęście właśnie w rodzinie. Zdałam sobię sprawę, że to, że mam do kogo wracać jest dla mnie najważniejsze. Zrozumiałam, że będąc w podróży chcę się tym wszystkim dzielić z innymi. Nie chcę nowych, najdroższych butów. Nie chcę drogiego, sportowego samochodu. Te rzeczy i tak się zniszczą, i tak w końcu będę musiała kupić nowe. Kiedyś większość moich pieniędzy wydawałam na ubrania, żeby nie odstawać od reszty, żeby inni zauważyli, że mam nowe, musiały być droższe. Teraz wolę wydać pieniądze na bilety do domu. Wolę jechać z rodziną na pizzę. Wolę jechać do sklepu i kupić gre planszową, żeby wieczorem usiąść z nimi i zagrać. Ostatecznie i tak nikogo nie oszukasz ubraniem.

Liczy się to, kim jesteś, a nie to w czym chodzisz lub co posiadasz.

Jeśli ktokolwiek z Was kiedyś znajdzie się w tym miejscu, pozna tego człowieka, to chętnie posłucham Waszych historii 🙂 Może wiecie o kogo chodzi? Może już go spotkaliście i wiecie więcej niż ja? Mnie osobiście takie historie wzruszają i cieszą. Dają trochę natchnienia i pocieszają, że jednak nie jestem zatracona w sobie. Myślę, że to ważne, by w tym świecie nie zatracić swoich wartości, by brnąć przed siebie, spełniać swoje marzenia, ale nie po trupach do celu. Mam nadzieję, że kiedyś uda mi się tam wrócić i zostać na dłużej. Może w końcu przejadę się konno 😉

vacaymode

Welcome, in my Profile!